• robertgrunholz said

    Dla Pana Mariana parę słów ode mnie:

    Czego potrzeba do ewentualnego zwycięstwa?

    1. Pieniędzy.

    One wszystko ułatwiają, lecz nie są warunkiem koniecznym do skutecznego działania.

    By rozwijać organizację/partie/stowarzyszenie wystarczy szerokie grono sympatyków opłacające małe składki członkowskie.

    Poza tym jest wiele możliwości zarobku np. sprzedaż gazet czy prowadzenie wspólnych kawiarni. Jest to właściwie rozwiązanie idealne, gdyż mamy wtedy miejsca na spotkania, piątkowe wykłady, sobotnie panele dyskusyjne, przypadkowi goście zostawiają u nas pieniądze, a na stołach znajdują nasze ulotki.

    2. Miejsc spotkań.

    Na początku wystarczają domy i mieszkania, a z czasem musi to być gęsta sieć lokali.

    Chodzi o to, by mieszkańcy Wrocławia, Krakowa czy Lublina mogli spotkać się w jednym miejscu i posłuchać wykładów gości, a przy okazji by mieli miejsce na punkty informacyjne, magazyny sprzętu i na noclegi dla działaczy z centrali.

    Sam z doświadczenia wiem, że to nie jest niemożliwe. Znajdywałem wiele osób chętnych do udostępniania mi niewykorzystywanych przez nich lokali i to nieodpłatnie, w imię wspólnego działania.

    Kawiarnie i restauracje naszych działaczy po raz kolejny mogą nam udostępniać przestrzeń.

    Wiąże się z tym coś ważnego, mianowicie odrodzenie idei spółdzielni i tworzenie miejsc dla spotkań przyszłej klasy średniej i elit. Przed wojną naukowcy czy artyści mieli swoje lokale, gdzie mogli prowadzić wspólne dysputy.

    3. Zaplecza technicznego.

    Potrzeba nam własnych serwerów i stron internetowych, co jest tak naprawdę najmniejszym problemem. Mamy w Polsce wspaniałych informatyków, a środowiska kojarzone jako „prawicowe” są wręcz przystanią dla umysłów ścisłych.

    Potrzeba także możliwości druku własnych ulotek, plakatów i należałoby stawiać billboardy w ogrodach działaczy.

    4. Wyszkolonych kadr.

    Podstawą każdej organizacji jest stosowna ilość szeregowców i oficerów. Zacznijmy od tych pierwszych:

    Działacze lokalni są zazwyczaj niewyszkoleni i niedouczeni. Potrzeba nam zatem szkoły agitatorów – sieci prowadzonych przez organizację kursów realnych i internetowych, na których uczono by działaczy w jaki sposób należy rozmawiać z ludźmi, jak odpowiadać na najczęstsze zarzuty i pytania itp. Potrzeba tu też jasnego stanowiska organizacji, czyli zwyczajnej instrukcji, z której każdy działacz dowie się jakie jest stanowisko centrali i jak najskuteczniej można za daną rzeczą argumentować. Dalsza nauka retoryki trwałaby samoistnie dzięki panelom dyskusyjnym.

    Ważne jest też, by Ci działacze lokalni prowadzili biały wywiad i żeby wyciągali ciekawe dane statystyczne, a także personalne.

    Potrzeba nam zarówno danych, które można wykorzystywać na niekorzyść przeciwników, jak i informacji o każdej osobie, która sprzeciwia się sprawie. Potrzeba zatem szczegółowych list i opisu członków każdej antypolskiej organizacji.

    Ważne jest stworzenie „Bazy Danych Statystycznych”. Konkretnie: w tym kraju, danego roku, ten rząd podjął decyzję o wprowadzeniu takiego systemu emerytalnego, efekty są takie. Potem kolejny kraj i kolejny przykład. Dokładna i szczegółowa analiza, a na koniec wnioski. Co się sprawdza, co wszędzie działa dobrze, jakie postulaty są szkodliwe. Bez bicia piany, czyste liczby i fakty.

    5. Mediów.

    Zasada jest prosta: skoro nie ma przychylnych nam mediów, to tworzymy nasze własne.

    Niewielkie wydatki poniesiemy tworząc telewizję czy radio internetowe na wzór TV Republiki, bądź Kontestacji. Nic nie kosztuje także wydawanie internetowych periodyków, które z czasem mogą się także ukazywać w formach papierowych.

    Potrzeba także nowoczesnej walki o wyborców, więc nie obejdzie się bez aktywności na portalach społecznościowych.

    Poza tym trzeba skończyć z narzekaniem i pesymizmem. Mamy wiele gazet i periodyków, które pękają w szwach od komentarzy politycznych, a brakuje w nich konkretnych rad: jak założyć firmę, jak sobie radzić z barierami prawnymi, jak walczyć z urzędnikami, wywiadów z ludźmi, którzy dali sobie radę z systemem… Koniec z mediami negatywnymi, pełnymi jojczenia i marudzenia.

    6. Dobrze zorganizowanych i zabezpieczanych akcji.

    Podstawowa sprawa to ludzie, którzy przyjdą parę godzin wcześniej, zajmą planowane stanowiska, rozstawią sprzęt i zabezpieczą teren. Lokalne oddziały muszą wydzielać ekipy zabezpieczenia technicznego imprez np. do nagłośnienia, innych od transportu, a także grup inicjatywnych.

    Nie może być tak, że wystawia się garstkę osób (w tym ludzi starszych, kobiety i dzieci) na demonstrację, której w każdej chwili może zagrozić policja, bądź jakaś bojówka. Dlatego też tak niewiele kobiet chodzi na demonstracje i marsze, szczególnie z dziećmi.

    Jeśli ktoś pamięta starcia w 2010 przed Pałacem Prezydenckim to musiał dojść do wniosku, że w kulminacyjnym momencie zabrakło 30-50 młodzików w glanach, którzy nie pozwoliliby hołocie na obrzucanie farbą schorowanych emerytek.

    Potrzebna jest zawsze mała obstawa, która filmuje prowokatorów dobrymi kamerami i sztab lokalny do ich identyfikacji. Im trzeba składać także wizyty i to nie w celu siania agresji, wręcz przeciwnie. Powinniśmy dawać im do zrozumienia, że wiemy kim są, jak się nazywają, gdzie mieszkają i gdzie pracują.

    Odnośnie działań policji czy straży miejskiej – to samo. Filmować wszystko i wszystkich. Na większych demonstracjach iść na czele z osobami, które mają immunitety np. dyplomaci. Po czym najważniejsze: zaatakowanie ich mateczników. Odwiedziny u rodziców i dziadków. Wręczenie sąsiadom ulotek, by wiedzieli, że sąsiad zza ściany pałuje młodych patriotów. Chodzi o napiętnowanie każdego w jego własnym środowisku, tam gdzie czuje się najbezpieczniej.

    Chodzi też o grupę chłopców, którzy stanowiliby obstawę każdego wiecu i nie pozwalali do jego rozbicia przez nikogo. Nikt by nie zagłuszał lidera, gdyż wtedy chłopcy zabieraliby mu gwizdek, łamali paluszki i wytaczali z tłumu. Jeśli ktoś próbowałby polemiki, to chłopcy zaczynaliby gwizdać, hałasować, bądź podchodziliby do delikwenta, co powinno wystarczać (w zależności od szerokości ich barów).

    Na Marszu Niepodległości cały czas popełniamy te same błędy:

    a) Dajemy się kierować na most i przechodzimy w miejscach, gdzie jest wiele bocznych uliczek i alejek.
    b) Nie ma zorganizowanego sztabu prasowego, który kręciłby i puszczał na żywo relacje z imprezy, wywiady z uczestnikami i który zdołałby szybko zmontować parę krótszych i dłuższych filmików z demonstracji.
    c) Co się wiąże z powyższym; brak ludzi, którzy staliby z kamerami na balkonach i w oknach klatek schodowych.
    d) Brak tajniaków w tłumie, którzy filmowaliby zajścia ukrytymi kamerami.
    e) Brak kontroli nad tłumem.

    7. Dobrego poinstruowania oddziałów lokalnych.

    Nie może być tak, że zniszczenie centrali kończy się zniszczeniem całej organizacji, jak obserwowaliśmy to nie raz.

    Lokalni działacze mają posiadać strategie i taktyki działania z centrali, lecz w razie problemów muszą realizować je samodzielnie. Muszą mieć zdolność do błyskawicznej koncentracji, a także do działań w pełni autonomicznych, niczym dobrze zorganizowane komórki wywiadowcze i terrorystyczne.

    Oddziały lokalne muszą ochraniać ludzi eksmitowanych z ich mieszkań, nagłaśniać afery korupcyjne, chronić miejscową przyrodę np. walcząc z zaśmiecaniem lasów i rzek, a także muszą proponować konkretne rozwiązania infrastrukturalne i rozwojowe dla wszystkich regionów.

    8. Młodzieżówki i think tanków.

    Pierwszych do „czarnej roboty” jak roznoszenie ulotek, a drugich do wsparcia naukowego – analiz, przykładów, statystyk…

    9. Prawdziwych liderów.

    Ludzi z nieskalaną przeszłością i z odpowiednimi charakterami. W retoryce i prezencji każdego można podszkolić.

    10. Długofalowej strategii.

    Jak wielokrotnie pisałem, Polacy żądają rewolucji oraz cudu tu i teraz. Nie nastawiają się na długoletnią pracę u podstaw i to jest efekt wszystkich naszych przegranych powstań, zrywów, a także organizacji, które od ponad dwudziestu lat tkwią na swoich kanapach i podgryzają się wzajemnie.

    Musimy być jednak przygotowani na to, co należy robić w perspektywie roku, dwóch lat, pięciu, dziesięciu i dwudziestu.

    Potrzeba nam własnych szkół, choćby i prowizorycznych. Zaczyna się od nauki domowej i spotkań rodzin z dziećmi danej organizacji. By nasze dzieci wychowywały się z rówieśnikami W NASZYM środowisku! Wrogowie mają swoje szkoły i uniwersytety, a nas spycha się na bok i nasze dzieci muszą wychowywać się wespół z patologią. To błąd. Należy umożliwić im normalny rozwój, konserwatywne wychowanie i edukację klasyczną. Muszą być przygotowywane na objęcie władzy w tym kraju. Muszą być przygotowane na działanie w KONSPIRACJI. Na zajmowanie stanowisk w radach miejskich, w związkach zawodowych, w zakładach pracy, w szkołach, w szpitalach i w wojsku. Muszą zacieśniać kontakty z rówieśnikami w tymże środowisku, a nie poza nim. Potrzeba nam wspólnych miejsc i rodzinnych imprez. Potrzeba nam przyszłej elity intelektualnej, starannie wychowanej i wyszkolonej przez nas, a nie przez profesorów-koczowników.

    Brak działań edukacyjnych i wychowawczych dla naszej młodzieży, a także brak zaangażowania w działania kulturalne to podstawowe błędy.

    Podobnie zresztą jak rozpamiętywanie historii, gdyż nic bardziej nie przeszkadza w naszym rozwoju i postrzeganiu rzeczywistości, jak niekończące się spory o Żołnierzy Wyklętych, Powstanie Warszawskie, rozbiory czy „rozliczanie komuny”.

    11. Konkretnego programu.

    Czyli faceta, który weźmie budżet Polski, policzy co do grosza ile mamy niepotrzebnych wydatków, marnotrawstwa i ile można oszczędzić na każdej reformie. Tak, by posiadać konkretne wyliczenia dla dziennikarskiej hieny, która powie, że program to populizm i że proponuje się jedynie zwiększanie wydatków. Potrafiłby to zrobić gimnazjalista, więc pora na dorosłych i doświadczonych.

    Musimy napisać wprost:

    Warszawa wydaje xxx na promocję lobby LGBT i gender.
    Kraków wydaje xxx na premie dla urzędników.
    ZUS wydaje xxx na flotę aut służbowych i szkolenia w Miami.
    NFZ wydaje xxx na ciasteczka i catering.
    Ministerstwo Kultury wydaje xxx na gazetki ukraińskie i teatrzyki żydowskie.
    Ministerstwo Sportu wydaje xxx na plakaty i logo, którego przez lukę prawną nie wykorzysta.

    Oszczędności: yyy. Według moich szacunków, bez zwalniania choćby jednego biurokraty i bez jakiejkolwiek reformy NFZ czy ZUS, a tylko przez ukrócenie zwykłego marnotrawstwa można oszczędzić dość, by załatać lukę w budżecie, czyli jakieś 40-50 miliardów.

    Byłbym zapomniał o najważniejszym:

    Ostatnie dwadzieścia lat rozmaite organizacje narodowe poświęciły działaniom, które przyniosły marne skutki. Jako, że sam jestem członkiem jednej i znam osoby z niemalże wszystkich pozostałych, wiem też, że przynajmniej połowa z nich (między innymi MW i ONR) poświęcały czas na rozpracowywanie zaprzyjaźnionych stowarzyszeń. Mniejsze organizacje musiały poświęcać niemalże połowę czasu na znajdywanie i wyrzucanie szpiegów z innych organizacji narodowych, które nie różniły się w niczym zasadniczym swoimi programami. MASĘ wysiłku poświęcono na szpiegowanie i podkopywanie kolegów, którzy walczą z naszymi wrogami. Dlatego też narodowcy nigdy nie zinfiltrowali Antify, ani żadnej tym podobnej organizacji. Po prostu byli zbyt zajęci sobą.

    Gdyby nie to, a także ogromne pijaństwo i nepotyzm, to można by przez te dwadzieścia lat osiągnąć coś więcej, niż parę marszy, demonstracji, obozów strzeleckich i ruch prowadzony przez ludzi, którzy nie zdobyli zaufania, ani szacunku pozostałych.

    Wszystko co napisałem to OCZYWISTOŚCI. Wystarczyło, żebym parę lat środowiska obserwował i analizował ich zachowania. Nie wierzę, że nie mógł zrobić tego samego Pan Mateusz Piskorski. Dlaczego zatem zamiast przygotować się na wieloletnie działania od podstaw, na odbudowę elit intelektualnych Narodu, na tworzenie struktur rejonowych i własnego zaplecza medialnego, postanowił wyskoczyć niczym królik z kapelusza i wytoczyć wszystkim wojnę, skazując całą partię na klęskę i potępienie ze strony ogłupionych mas? Nie dało się rozsądniej, mniej radykalnie, z lepszym doborem postulatów, z uprzednim zorganizowaniem czegoś poza statutem partii?

    ———————–

    Niech Pan Marian udowodni zatem, że jest zbudowany z innej gliny, niż karierowicze i V kolumna z Ruchu Narodowego. Niech zajmie się wrogami Polski, a nie szpiegowaniem i infiltrowaniem zaprzyjaźnionych organizacji narodowych. Niech tępi nepotyzm, pijaństwo, narkomanię, liberalizm i prawdziwy antypolski nazizm. Niech zaproponuje Polakom REALNE rzeczy, niech napisze niezbyt radykalny program (o wszystkim nie należy od razu wroga informować – niech poczyta Sztukę Wojny Sun Zi) i niech w końcu narodowcy wyjdą z początków XX wieku i zajmą się tym, jak Polska ma wyglądać dzisiaj.


    • Anna said

      Niezły elaborat ale czytając jedna myśl mnie wciąż nurtowała, cóż to za nazwisko, Grunholz? nic w nim polskiego a tak troskliwie pisze co Kowalski powinien zrobić dla swojej reputacji wśród Polaków. Otóż, panie Grunholz, pan Kowalski nie musi nam udowadniać, że jest polskim patriotą.


      • robertgrunholz said

        Oczywiście, że nic w nim polskiego, bo jest ono niemieckie. Tak jak np. Haller. Nazwisko może pochodzić od ojca, dziadka, a równie dobrze i od prapraprapraprapradziadka. Jeśli ktoś pochodzi z takiej rodziny, że w roku 1614 każdy jego przodek był Polakiem, to pozostaję mi jedynie takiej osobie pogratulować wspaniałych korzeni. Może dlatego, że ludzi oceniam po ich czynach.

        Nie pisałem, co Marian Kowalski ma zrobić, by zyskać reputację wśród Polaków. Napisałem co ma zrobić (w mojej ocenie), by wygrać. Bo jak do tej pory tzn. od początku III RP narodowcy woleli siedzieć na swoich kanapach, poklepywać się po plecach, czasem się pogryźli, ale nie zrobili niczego konkretnego. Nie stworzyli własnych mediów, silnych oddziałów regionalnych, własnego kontrwywiadu, ani tym bardziej nie zastanawiali się nad odbudową polskiej klasy średniej i elit intelektualnych. Nadal nie mamy żadnych należących do nas szkół, czy choćby wspólnej nauko domowej dla dzieci Polaków.

        Radzę zatem Marianowi Kowalskiemu nie popełniać tych samych błędów, co reszta jego Kolegów ochoczo czyni od ponad dwudziestu lat, przez co nadal tkwimy w ciemnej rzyci.

  • Article source: https://miziaforum.wordpress.com/2016/01/31/narodowcy-r-p-nowa-partia-mariana-kowalskiego/